Motto na dziś, na nadchodzący tydzień, na Olimpiadę i w ogóle najlepiej na całe życie? To fragment "Miejcie nadzieję":
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić.
Przesłanie trafiło do mnie po sporym dole, jaki mnie dopadł w połowie piątku.
Wiem, że jest ono znacznie głębsze i szukanie w tych słowach otuchy na
OLiJP, składanie kolejnych numerów szkolnych gazetki i całą resztę
szarej codzienności graniczy ze świętokradztwem, ale... nie mogłam się temu oprzeć. A kiedy mnie naszło? Na próbie chóru. Bo widzicie...
Zostałam przymusowo wciągnięta w sidła chóru. Chór jest szkolny i wspaniały. Ale to nie znaczy, że muszę w nim śpiewać O.o
Występowaliśmy dziś w kościele farnym - możecie sobie wyobrazić ten klimat! Budowla wysoka, dostojna... Jak panująca tam atmosfera. Nasz chór zaprezentował w sumie 5 pięknych utworów, m. in. "Ludzie to Adam i Ewa" oraz "Miejcie nadzieję". Ale zupełnie inne uczucie towarzyszy śpiewaniu na próbach w klasie niż przy wyjściu przed całą masę ludzi zgromadzonych w kościele...
Wiecie, ja nie umiem śpiewać. Moja rola sprowadzała się raczej do robienia za tło. A jednak mogę się podzielić przekonaniem, że takie momenty sprzyjają swoistej sakralizacji naszej codzienności. Wyszliśmy przecież z naszą codziennością - z naszymi godzinami prób, rytualnymi niemal spotkaniami w piątki. Jeszcze zanim wstąpiłam w szeregi chóru, robiłam za pierwszą fankę i byłam świadkiem tego, jak za oknami robiło już się ciemno, a oni wciąż ćwiczyli, ćwiczyli... Teraz mogliśmy przed wszystkimi przedstawić efekty tej pracy.
Wrzuciłabym jakieś zdjęcie, ale bez zgody prowadzącej chór polonistki to ja się boję. ^^
Miejcie nadzieję