Herbatka dla gościa

niedziela, 24 lutego 2013

No i... klapa

Totalna, jak sądzę. Domyślacie się? No, nie przeszłam. Ludzka rzecz. Tylko szkoda tego całego zakuwania, tych wszystkich zaległości, które muszę w przyszłym tygodniu nadrobić... Szkoda. Ale fazę Dół uważam za zamkniętą i niech tak pozostanie :) Ważne jest to, że mam od groma znajomych i kilkoro przyjaciół, którzy pocieszą i nakadzą. Miło.

Zastanawiam się, czy jest jakiś sens w usiłowaniu uzyskania informacji o tym, ile punktów zdobyłam. Bardzo mnie to ciekawi... Jak myślicie?



I chociaż wiem, że zawsze będą ludzie, których każda moja porażka ucieszy, albo którzy z satysfakcją przypieczętują swoją teorię, że nie dam rady, to chwilowo mam ich w głębokim poważaniu. Chwilowo. Zresztą nie z nich samych składa się świat.

Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić.
AGAIN.  
 
Pewna bliska osoba kilka dni temu kazała mi iść z uniesioną głową, uśmiechać się i pokazać innym, na jak wiele mnie stać. Myślę, że teraz też się zastosuję. Nie chcę w tym momencie udawać, że jestem nie wiadomo jaka dobra z tego polskiego, to nie o to chodzi (no i nie jestem). Powyższe kieruję przeciwko tym wszystkim usatysfakcjonowanym Pomyślałam, że jak napiszę i opublikuję tę myśl, to łatwiej mi przyjdzie wprowadzić ją w życie.

sobota, 16 lutego 2013

No i po pisemnej części...

Pisemnej części drugiego etapu OLiJP, oczywiście. Aaaale było!

Pociąg o 5:52, miło. Urocza podróż, urocze oczekiwanie na miejscu... Wszystko urocze. Obyło się właściwie bez większego stresu, pojawił się właściwie dopiero jakieś pół godziny przed wejściem na salę... Ale spokojnie, polonistka trzymała mnie za rękę, przeżyłam :) Po wejściu opanował mnie spokój, wysłuchałam przemówienia przewodniczącego, nawet większość zrozumiałam. Kiedy rozdano tematy tylko pierwsza chwila mnie rozkojarzyła, potem sobie je spokojnie przeanalizowałam. Dałam sobie na to dużo czasu, argumenty dobierałam jakieś 40 - 50 minut! Ale to chyba podstawa, tak wszystko dokładnie przemyśleć, prawda? Pisałam o godności człowieka przedstawionej w literaturze dawnej i współczesnej. Dla mnie bomba! Może mało cytatów, udało mi się ich użyć dopiero pod koniec pracy, kiedy włączyłam do niej analizę części "Przesłania Pana Cogito", które znam niemal na pamięć ;) Wyszły 4 strony.

A potem test z wiedzy o języku, na którym poległam ^^

Tyle wygrać.

Wyniki dokładnie za tydzień, wieczorem 23. lutego. Czekajmy cierpliwie!

niedziela, 10 lutego 2013

Koncert

Motto na dziś, na nadchodzący tydzień, na Olimpiadę i w ogóle najlepiej na całe życie? To fragment "Miejcie nadzieję":

Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystoi w milczeniu się zbroić.


Przesłanie trafiło do mnie po sporym dole, jaki mnie dopadł w połowie piątku. Wiem, że jest ono znacznie głębsze i szukanie w tych słowach otuchy na OLiJP, składanie kolejnych numerów szkolnych gazetki i całą resztę szarej codzienności graniczy ze świętokradztwem, ale... nie mogłam się temu oprzeć. A kiedy mnie naszło? Na próbie chóru. Bo widzicie...

Zostałam przymusowo wciągnięta w sidła chóru. Chór  jest szkolny i wspaniały. Ale to nie znaczy, że muszę w nim śpiewać O.o

Występowaliśmy dziś w kościele farnym - możecie sobie wyobrazić ten klimat! Budowla wysoka, dostojna... Jak panująca tam atmosfera. Nasz chór zaprezentował w sumie 5 pięknych utworów, m. in. "Ludzie to Adam i Ewa" oraz "Miejcie nadzieję". Ale zupełnie inne uczucie towarzyszy śpiewaniu na próbach w klasie niż przy wyjściu przed całą masę ludzi zgromadzonych w kościele...

Wiecie, ja nie umiem śpiewać. Moja rola sprowadzała się raczej do robienia za tło. A jednak mogę się podzielić przekonaniem, że takie momenty sprzyjają swoistej sakralizacji naszej codzienności. Wyszliśmy przecież z naszą codziennością - z naszymi godzinami prób, rytualnymi niemal spotkaniami w piątki. Jeszcze zanim wstąpiłam w szeregi chóru, robiłam za pierwszą fankę i byłam świadkiem tego, jak za oknami robiło już się ciemno, a oni wciąż ćwiczyli, ćwiczyli... Teraz mogliśmy przed wszystkimi przedstawić efekty tej pracy.

Wrzuciłabym jakieś zdjęcie, ale bez zgody prowadzącej chór polonistki to ja się boję. ^^
 Miejcie nadzieję

piątek, 25 stycznia 2013

OLIJP

Przygotowania do drugiego etapu Olimpiady Literatury i Języka Polskiego jakby się u mnie zaczynają. Takie wewnętrzne. Na poważnie otwieram książkę do gramatyki, zastanawiam się, jakby tu wyciągnąć od polonistki pomoc w nauce... Mam trzy tygodnie. Lawirując pomiędzy sprawdzianami i innymi szkolnymi wymysłami, muszę się przygotować na część pisemną: test z wiedzy o języku (1.5 godziny) i wypracowanie (4 godziny). Może nie być łatwo, bo startuję jako jedyna z miasta, a moja polonistka jeszcze nigdy nie przygotowywała nikogo do olijp... Nie mamy pojęcia, od czego zacząć, ani co będzie wymagane, szczególnie na tej gramatyce, co to jej nie ma w programie nauczania dla liceum. W każdym razie, w tym starym. Smutne.

 Stres pewnie się jeszcze pojawi, póki co jest niewielki - pewność, że i tak nie przejdę, bardzo mi pomaga. Chciałabym przejść, bo jestem bardzo ciekawa etapu ustnego, ponoć ciężkiej katorgi i drogi przez mękę.

Co bawi najbardziej? Godzina, o której cała rzecz ma się rozpocząć. O 8:30 - zbiórka w Poznaniu. Współczuję ludziom, którzy mają blisko - ja się zdążę dobudzić (5:52 odjazd pociągu), ale oni?! Ja na zwykłym sprawdzianie nie mogę o tej porze skupić myśli, co dopiero na czymś takim! Ale muszę przyznać rację organizatorom... Wszystko razem ma zająć tak wiele czasu, że musimy zacząć z samego rana. Koniec drugiej części etapu pisemnego jest zapowiadany na 15:30... Jakby tak podskoczyć potem do Malty? ^^

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Witam

Zabrałam się za pisanie dość długo po tym, jak tego bloga założyłam - a co tam! Czasem mam wrażenie, że większą przyjemność sprawia mi zakładanie blogów, niż ich prowadzenie - a to zawali się sprawa bloga redakcyjnego, a to poprzedni blog o podobnym do tego charakterze. No cóż, zdarza się.

Poznajmy się! Macie przed sobą blog Katarzyniska, takiego internetowego stworka, małego i włochatego. Takiego z wiecznie pomalowanymi paznokciami i beznadziejną pasją literacką. Co sprowadza się do pisania wierszy (są nawet dość doceniane, kilka dni temu dwa spośród nich opublikowano w dwutygodniku "Cogito"^^) i w ogóle uwielbiam lekcje języka polskiego, do tego stopnia, że kiedy tylko nadarzy się okazja (okienko, luźniejsza lekcja), biegnę co tchu do cudownej sali 101, by odetchnąć pośród tego okrutnego świata. Wiem, to nie jest normalne.
Ale, wiecie, ja normalna nie jestem. Chyba musicie się z tym pogodzić...

A WIĘC. Jestem Katarzyniskiem, uwielbiam język polski i matematykę, mam genialną polonistkę - pannę Stacy i kilkoro przyjaciół, które to postaci będą się z pewnością często przewijały przez moje notki. I lubię myśleć. Bez tego nie utworzyłabym niniejszego bloga, bo to właśnie do wylewania tych myśli ma on służyć...

Co do wieku - Katarzynisko  jest licealistką. Dokładnie mamy tu do czynienia z drugą klasa liceum.